Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Co słychać w skarbcu gminy Radzymin?

Data: 18.05.2017 r., godz. 11.00   
Pod koniec 2014 roku w radzymińskim samorządzie nastąpiły diametralne zmiany: odeszło „stare” (wybory przegrał wieloletni burmistrz Radzymina – Zbigniew Piotrowski), przyszło „nowe” (wybory wygrał niemający żadnego doświadczenia w samorządzie nowicjusz – Krzysztof Chaciński). Dlaczego do tego doszło, to już historia. Dzisiaj skupimy się na wynikach finansowych gminy Radzymin pod rządami nowego gospodarza i zastanowimy się, co nas czeka w najbliższej przyszłości.
Na pierwszy rzut oka w Radzyminie wszystko jest w jak najlepszym porządku: wydawany przez urząd kwartalnik „Radzyminiak” pisze o nowym burmistrzu w samych superlatywach i często podkreśla, jak to niedobrze było za czasów jego poprzednika; żaden z radnych (z wyjątkiem dwóch, no może trzech) nie ma żadnych uwag do pracy burmistrza i jego urzędu. Co więcej, radni w ogóle nie dyskutują na sesjach Rady Miejskiej, dlatego tym trudniej dowiedzieć się, co tak naprawdę dzieje się w urzędzie.
Ale może to i lepiej, bo jak powiadają milionerzy, pieniądze lubią ciszę, a my, zjadacze ciemnego chleba lubimy mówić o dużych pieniądzach. A gdzie takie znaleźć? Oczywiście, w skarbcu radzymińskiego magistratu, do którego za chwilę zajrzymy.



Ponad 36 mln długu


Zapewne obecnie urzędujący burmistrz Radzymina był mile zaskoczony, kiedy po raz pierwszy uchylił drzwiczki tegoż skarbca, ponieważ kondycja finansowa przejmowanego przez niego urzędu była dobra. Dług na koniec 2014 roku osiągnął kwotę 16,6 mln zł, co stanowiło zaledwie 23,5% w stosunku do dochodów. Przy tej okazji warto wspomnieć, że jeszcze w 2011 roku wskaźnik ten oscylował na poziomie 57%, ale dzięki wyrzeczeniom i determinacji poprzedniej Rady Miejskiej, której miałem wówczas przyjemność przewodniczyć, udało się obniżyć zadłużenie gminy Radzymin z niebagatelnej kwoty 32 mln zł do niewielu ponad 16 mln zł. Udało się także dokończyć kilka strategicznych dla lokalnej społeczności inwestycji, tj. budowa kanalizacji w mieście, rozbudowa przychodni zdrowia, jak również rozpocząć budowę gimnazjum.
Dlaczego wracam do tych zamierzchłych dziejów? Patrząc na poczynania obecnie urzędującego burmistrza Radzymina, mam nieodparte wrażenie, że historia może się powtórzyć i podobnie jak za czasów jego poprzednika Radzymin może zachłysnąć się pozyskanymi środkami zewnętrznymi, tak jak to miało miejsce w 2011 roku, kiedy to urząd pozyskał dotację na budowę kanalizacji w mieście w wysokości ponad 42 mln zł i w trakcie jej realizacji stracił płynność finansową.
Analiza dostępnych na stronie urzędu dokumentów wskazuje na to, że zaledwie w ciągu trzech lat urzędowania obecnego burmistrza dług gminy Radzymin wzrósł z kwoty 16,6 mln zł do ponad 36,8 mln zł, czyli o ponad 20 mln zł. Co gorsza, na kolejne lata urząd również zaplanował potężny deficyt, co w efekcie doprowadzi do sytuacji, że zadłużenie gminy osiągnie w 2020 r. niebagatelną kwotę 46 mln zł.
Co to w praktyce oznacza? To, że gmina żyje na kredyt. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma w tym nic zdrożnego, wszak większość z nas ma do spłacenia jakiś kredyt, to dlaczego urząd miałby ich nie brać? Również podzielam tę opinię, że w kredytach nie ma nic złego, pod warunkiem że jesteśmy w stanie je spłacić i nie zagraża nam utrata płynności finansowej, a w konsekwencji bankructwo.

20 mln na inwestycje

Z danych, którymi chwali się urząd, wynika, że gmina Radzymin pozyskała dotacje na kwotę 68,6 mln zł. Ale żeby zrealizować wszystkie dofinansowane inwestycje i zamierzenia, urząd musi zabezpieczyć wkład własny w wysokości ponad 66,3 mln zł.
Większość inwestycji zaplanowana jest na lata 2017-2018 i w pierwszej fazie ich realizacji urząd musi wyłożyć z własnej kasy i kredytów całą kwotę niezbędną na ich realizację, czyli ponad 140 mln zł. Następnie urząd będzie musiał cierpliwie czekać na rozliczenie zrealizowanych inwestycji i obiecane 68,6 mln zł. Biorąc pod uwagę, że obecny budżet gminy Radzymin jest na poziomie 120 mln zł i większość tych pieniędzy przeznaczona jest na utrzymanie szkół, urzędów, dróg, wypłaty pensji i zasiłków (w tym wypłaty z rządowego programu Rodzina 500+), na inwestycje pozostaje około 20 mln zł. Czyli „trochę” brakuje. Na szczęście wśród inwestycji, które dostały dofinansowanie, jest inwestycja warta ponad 21 mln zł, którą rozpoczął jeszcze poprzedni burmistrz, a która swój szczęśliwy finał miała w 2016 roku, czyli budowa Gimnazjum im. Stefana Waltera.
Oczywiście, w materiałach propagandowych wydawanych za pieniądze podatników przez radzymińskich urzędników nie ma o tym wzmianki, pomimo iż to poprzednia Rada Miejska, podejmując uchwałę o przystąpieniu do realizacji tej inwestycji, przewidziała wszelkie rozwiązania pozwalające na pozyskanie środków zewnętrznych. Niemniej jednak i tak pozostaje ryzyko, że mogą wystąpić pewne problemy z płynnością finansową urzędu, które w konsekwencji mogą się odbić na nas, podatnikach. Mam nadzieję, że do tego jednak nie dojdzie i gorąco kibicuję urzędnikom, żeby doprowadzili wszystkie zaplanowane inwestycje do szczęśliwego finału.

Kto zabroni bogatemu?


Martwi mnie jednak fakt, że skutki finansowe już podjętych decyzji sięgają połowy następnej kadencji i w najbliższych latach trudno (żeby nie mówić niemożliwe) będzie wprowadzić do budżetu jakąkolwiek większą inwestycję, chociażby taką, o której miałem przyjemność porozmawiać z Panem Krzysztofem Chacińskim na ostatniej sesji Rady Miejskiej, czyli rozbudowa Szkoły Podstawowej w Nadmie. Pomimo zapewnień burmistrza, że rozbudowa tej placówki oświatowej jest już na etapie projektowania, nie znalazłem o niej żadnej wzmianki w jakimkolwiek oficjalnym dokumencie urzędu, dlatego jako rodzic dwójki dzieci uczęszczających do tej placówki jestem pełen niepokojów, jak nasze dzieci pomieszczą się w szkole po wdrożeniu reformy oświaty.
Mój niepokój potęguje fakt, że radzymiński urząd, niczym Imperium Romanum tuż przed swoim upadkiem, przeznacza ogromne pieniądze na organizację bardzo drogich imprez, chociażby takich jak wart prawie pół miliona złotych Tour de Pologne, a nie ma pieniędzy na porządną naprawę dróg. Ale kto bogatemu zabroni?



Marek Brodziak