Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Samorząd pod lupą: Czy warto skarżyć na władzę?

Data: 30.03.2017 r., godz. 11.00   
Kontynuując myśl z poprzedniego felietonu, chciałam pochylić się nad instytucją skargi na bezczynność władzy, która nie udostępnia informacji publicznych. Czy warto dochodzić swoich praw? Czy przynosi to wymierny efekt i jest zasadne?
Ku przypomnieniu, jeśli organ nie udostępnił nam żądanej informacji na wniosek, to zgodnie z art. 50 § 1 w związku z art. 52 § 2 oraz art. 54 § 1 w związku z art. 3 § 2 pkt 8 ustawy prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, mieszkaniec może złożyć skargę do sądu. Zatem, jeśli urząd nie reaguje, odpowiada wymijająco lub twierdzi, że informacje, które chcemy od niego uzyskać, nie stanowią informacji publicznej, wówczas możemy złożyć skargę na bezczynność organu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA). Jeśli WSA oddali naszą skargę, to możemy jeszcze zaskarżyć ten wyrok do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA).

W machinie prawa i urzędów

Drogą sądową dochodzili swoich praw mieszkańcy w gminie Dąbrówka. Na bezczynność wójta wpłynęły 3 skargi. Przybliżę okoliczności jednej z nich.
Mieszkaniec złożył wniosek o udostępnienie dwóch informacji publicznych:
1) dokumentów związanych z budową kanalizacji sanitarnej we wsi D. w latach 1998-2008,
2) informacji na temat ilości zrealizowanych przyłączy kanalizacyjnych oraz rozbudowy sieci kanalizacyjnej w latach 2010-2015 oraz sposobu finansowania ich budowy.
Wnioskodawca poprosił o kserokopie dokumentów, które miał odebrać osobiście w urzędzie. Wójt nie dotrzymał terminu odpowiedzi i, w ocenie mieszkańca, nie udostępnił koncepcji budowy kanalizacji sanitarnej dla wsi D. Dlatego złożył skargę do WSA. Sąd oddalił ją w pierwszym punkcie, ale podtrzymał w drugim, jako że odpowiedź nastąpiła po 3 miesiącach od złożenia wniosku. Wnioskodawca zaskarżył więc niekorzystny wyrok w pierwszym punkcie do NSA. 21 października 2016 r. Naczelny Sąd przyznał mu rację i zobowiązał wójta do ponownego, prawidłowego rozpatrzenia wniosku w terminie 14 dni od otrzymania akt sprawy.

Wyrok NSA dostępny pod linkiem. www.orzeczenia.com.pl/orzeczenie/ycu0t/nsa,I-OSK-1808-16,dostep_do_informacji_publicznej/1/

Inny przypadek z gminy Radzymin: wpłynęło 6 skarg na bezczynność burmistrza. W jednej z nich obywatel zawnioskował o kserokopię decyzji administracyjnych zezwalających na wycinkę drzew. Jako że burmistrz nie udostępnił dokumentów, sprawa trafiła do WSA, które zobowiązało burmistrza do rozpatrzenia wniosku.

Kto korzysta, a kto traci?

Trudności w uzyskiwaniu informacji publicznej, wynikające z celowych działań urzędu (wydłużanie terminu udostępnienia, odczytywanie treści wniosków na sesji rady gminy), mogą zniechęcić niejednego. Trudno stwierdzić, na ile jest to przemyślana strategia władzy w celu ukrycia pewnych faktów, a na ile jej niekompetencja lub przekonanie o nieomylności.
Warto pamiętać, że przewlekłe postępowanie administracyjne lub udział w procesie sądowym może generować wydatki po stronie urzędów. Przykładowo, w okresie od 1 stycznia 2013 r. do 14 lutego 2017 r. urząd w Radzyminie wydał 780 zł na rozprawy sądowe, a Dąbrówka poniosła koszty w wysokości 677 zł – oczywiście, wszystko z pieniędzy podatników. Zdecydowanie najtaniej jest udostępnić informacje w ustawowym 14-dniowym terminie, a przy tym zyskać sympatię mieszkańców za przyjazną pracę urzędu.
Na przytoczonych przykładach widać, że czasem trzeba aż procesów sądowych, aby mieszkańcy mogli uzyskać odpowiedzi na pytania, do stawiania których mają pełne prawo. Chcę wierzyć, że takie przypadki to nie przejaw gry z mieszkańcami, ale nauka dla urzędu. 

Monika Bienias