Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Jak psu w…

Data: 11.08.2016 r., godz. 09.30   
W budżetach jednostek samorządu terytorialnego (JST) znajdują się pozycje, których nie można określić inaczej niż marnotrawstwo. Powód jest jeden i wyjątkowo łatwy do zrozumienia: JST zajmują się sprawami, którymi zajmować się nie muszą, lub nie powinny. Skutek? Tracimy miliony złotych.

To pierwszy artykuł z cyklu „Jak psu w d…”, w którym zajmiemy się zarządzaniem gminami i powiatem. Przedstawimy opinie wójtów, burmistrzów, radnych. I ekspertów. W pierwszym odcinku opiszemy sposoby zarządzania lokalami socjalnymi i komunalnymi. Wyniki naszego „śledztwa” są porażające.

Kilka zdań wprowadzenia

Ustawa o samorządzie gminnym w art. 9 pkt. 1 stanowi, że: W celu wykonywania zadań gmina może tworzyć jednostki organizacyjne, a także zawierać umowy z innymi podmiotami, w tym z organizacjami pozarządowymi.


Ogólnie zadania gminy opisuje art. 7 wspomnianej ustawy, który mówi, że zadaniem gminy jest „zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty”, zaś w szczególności to min. zapewnianie ładu przestrzennego, gospodarka nieruchomościami, ochrona środowiska, troska o drogi, mosty, wodociągi, usuwanie nieczystości, zapewnianie lokalnego transportu zbiorowego, ochrona zdrowia, pomoc społeczna, wspieranie rodziny, dbałość o rozwój fizyczny i intelektualny mieszkańców a gdy mieszkańcy – mimo troski – zejdą z tego świata, to zapewnienie im miejsca na cmentarzu, itd., itp., a nawet etc.
W większości gmin wszystkimi zadaniami opisanymi w art. 7 zajmują się pracownicy urzędów, czasem zakłady lub jednostki budżetowe a także powołane spółki komunalne. Dzięki temu w większości gmin urząd jest największym (i najlepszym!) pracodawcą na lokalnym rynku. A kasa wycieka.

Oczywiście, znajdą się w Polsce samorządy, które wyjątkowo bohaterską decyzją zleciły wykonywanie jednego, albo nawet dwóch zadań podmiotom zewnętrznym. Ale to margines. Nawet bardzo marginalny margines.

A teraz konkret. I to bardzo konkretny konkret.


Poprosiliśmy wszystkie gminy naszego powiatu o informacje na temat kosztów i sposobu zarządzania lokalami komunalnymi. Odpowiedzi mamy z pięciu. Ze względu na skalę problemu najważniejsze są informacje uzyskane z Wołomina, Radzymina, Ząbek, Marek i Tłuszcza - 2/5 już mamy a resztę .
W Radzyminie są 123 lokale o łącznej powierzchni ok. 4.000 m2. W Wołominie jest to prawie 1.000 lokali o łącznej powierzchni ok. 20.000 m2. W Radzyminie koszt zarządzania wraz z remontami to ponad milion złotych (remonty wraz z zakupem materiałów to ok. 100.000), w Wołominie powołana została spółka zatrudniająca 35 osób a zsumowane koszty zarządzania i gospodarowania to ponad pięć milionów. Zadaliśmy pytanie firmom zajmującym się zarządzaniem nieruchomościami: ILE? Ile kosztowałoby zarządzanie takim „zasobem lokalowym”? Oto fragment odpowiedzi (dla danych z Radzymina):


„średnie koszty zarządzania nieruchomością w Warszawie to 0,85zł/m2, średnie koszty w Radzyminie to około 0,70zł/m2. Zakładając rozdrobnienie obiektów przyjmijmy 1,00zł/m2, daje to kwotę około 4000 zł miesięcznie. Zarządzanie tymi zasobami nie przyniesie kokosów lecz wydaje się, iż będzie dobrym dodatkiem dla pary małżeńskiej budowlaniec + księgowa (…) Koszty sprzątania to około 1zł/m2 - zależy od ilości terenu wokół nieruchomości, eksploatacja + drobne remonty około 1zł/m2, ubezpieczenia około 0,50zł/m2, opłaty bankowe około 0,02zł/m2, energia elektryczna w części wspólnej około 0,20zł/m2 (…) Koszty lokali wchodzących w skład Wspólnot należy raz w roku zweryfikować zgodnie z art. 29 ustawy o własności lokali”.

Oczywiście, to nie jest oferta – to tylko pobieżna analiza, ale wyniki dają do myślenia. Okazuje się bowiem, że na zarządzaniu lokalami komunalnymi gmina Radzymin traci ok. 800.000 PLN rocznie. Skarbnik Gminy Radzymin po przeanalizowaniu danych będzie wnioskował by zarządzaniem mieniem komunalnym zajęła się firma zewnętrzna a Burmistrz Radzymina Krzysztof Chaciński potwierdził, że jeśli „efekt finansowy” jest waśnie taki, to w Urzędzie kilka osób straci pracę.

A co można mieć w Radzyminie za 800.000 rocznie?


  • 75% utrzymania dróg;
  • prawie dwukrotne zwiększenie funduszy sołeckich (dziś ok. 450.000 rocznie)
  • dofinansowanie komunikacji busowej (dziś to ok. 500.000)

W Wołominie sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ lokalami gminnymi zarządza spółka. W przeciwieństwie do dość komfortowej sytuacji Burmistrza Chacińskiego niemającego większego oporu w Radzie, Burmistrz Elżbieta Radwan musi się mocować z dobrozmianowym radnymi.
Powtórzmy – wołomińska spółka zarządzająca lokalami gminnymi zatrudnia 35 osób. Dla porównania – firma, której odpowiedź przytoczyliśmy wcześniej zarządza ponad 100.000 m2 mieszkań w Warszawie i zatrudnia… 7 osób. To znaczy, że 6 razy mniej osób zarządza 4 razy większą powierzchnią, czyli jest 24 razy efektywniejsza!


Jeśli wołomińska spółka działa równie sprawnie jak pracownicy radzymińskiego urzędu, to straty (albo lepiej: nieosiągane oszczędności) wynoszą od 3 do 4 milionów. Pytanie: czy wołomińscy radni będą się kierować rachunkiem ekonomicznym? A jeśli nie, to jak wytłumaczą mieszkańcom taką rozrzutność?Burmistrz Elżbieta Radwan zdecydowała, że zostanie przeprowadzony audyt funkcjonowania Urzędu oraz zarządzania majątkiem Gminy – poczekamy na efekty pracy „zespołu nadzoru właścicielskiego”. Ale widząc determinację Pani Burmistrz, również w Wołominie sporo osób będzie musiało poszukać pracy. Oczywiście, zmian nie da się przeprowadzić bezboleśnie i całkiem silny będzie opór radnych przywiązanych do socjalistycznej gospodarki planowej i/lub poleceń „z góry”.


Może warto więc kilka spraw wytłumaczyć.


Jedną z podstawowych prawd ekonomicznych jest ta mówiąca, że: wolny rynek to niższe cena za lepsze towary/ usługi, zaś monopol to wyższe ceny za gorszy towar/ usługi. Powód jest prosty: producent konkurując na rynku musi produkować najtaniej jak to możliwe, ale jednocześnie najlepiej jak to możliwe, bo inaczej ludzie nie kupią jego towaru/ usługi.


Starsi Czytelnicy pamiętają jak działała „siódma gospodarka świata”, czyli PRL – brak wszystkiego a w końcu kartki nawet na najbardziej podstawowe produkty oraz kiepska jakość: krzywe i nieszczelne domy z betonu, FIAT 126p jako motoryzacyjne marzenie, zamiast jeansów texas, na półkach w sklepach „Społem” ocet, gorzała po 13.00, albo w PEWEX-ie za dolary, a w „Dzienniku telewizyjnym” (zupełnie jak dziś w „Wiadomościach” TVP) same sukcesy i program Partii programem Narodu… Wymieniać można długo. 


Oczywiście, różnej maści lewicowcy (narodowi i międzynarodowi socjaliści, pobożni i bezbożni etatyści) wiedzą lepiej jak urządzać ludziom życie, jak prowadzić biznes, choć w życiu sami żadnego nie prowadzili, jak budować zielone wyspy i wprowadzać dobre zmiany. Sądzimy jednak, że lepiej by o tym co ludziom jest potrzebne i czego ludzie chcą decydowali sami ludzie. Nie urzędnicy i partyjni aktywiści.
Skoro likwidacja sześciu etatów w Gminie Radzymin przyniesie takie oszczędności, to jakie byłyby oszczędności, gdyby w gminie pozostawić tylko pracowników odpowiedzialnych za nadzór oraz przygotowywanie dokumentacji? I co mogłoby powstać?
A szerzej – jak wyglądałby cały kraj, gdyby we wszystkich samorządach zastosowano na masową skalę outsourcing?
Może pojawić się zarzut, że takie rozwiązanie spowoduje, iż kilkadziesiąt osób straci pracę w urzędzie. I co z tego? Co jest ważniejsze – utrzymywanie potwornie drogich i nieefektywnych miejsc pracy przez co nie można wykonywać ważnych zadań by „zaspokajać zbiorowe potrzeby wspólnoty”, czy czyjś wątpliwy komfort? W Tesco i Biedronce cały czas szukają ludzi do pracy, więc na bezrobociu zwolnieni pracownicy długo by nie przebywali.


Mimo, że wciąż nie ma w Polsce wolnego rynku a kapitalizm jest zohydzany, to jednak mamy dostęp do większej liczby towarów lepszej jakości (wystarczy porównać koszyk towarów/ usług z czasów PRL-u i obecnie: ile można kupić za przeciętną pensję wódki, ziemniaków na bimber, masła, szynki, samochodów i lokomotyw; a jeśli ktoś powie, że przynajmniej mieszkania były, to niech powie również ile się na nie czekało i ile się spłacało mieszkanie spółdzielcze). Niestety, żyjemy w świecie, w którym wyciąganie łap po cudze jest na porządku dziennym a niechęć, czy wręcz wrogość dla rozwiązań wolnorynkowych, jest powszechna. Dlatego tym bardziej cieszyć się należy, że włodarze Wołomina i Radzymina mają odwagę by kierować się zdrowym rozsądkiem i rachunkiem ekonomicznym a nie populizmem. I trzymać należy kciuki by wytrwali w swych decyzjach.


Paweł Sieger