Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Chciał, aby pamiętano

Data: 11.12.2019 r., godz. 11.00   
W ubiegłym tygodniu pożegnaliśmy Pana Bronisława Włodarczaka, kombatanta i społecznika, niestrudzonego propagatora historii miasta. To dzięki Jego staraniom rozpoczęła się wieloletnia praca odkrywania dla świadomości publicznej historii wypędzenia mieszkańców Zielonki 5 września 1944.
Poznałem Pana Bronisława w 1994 roku, w sierpniu. Do mnie, ówczesnego redaktora „Gazety Zielonki”, przyszedł starszy pan, osoba, którą kojarzyłem z aktywności na terenie miasta. W miesięczniku regularnie umieszczaliśmy wtedy amatorsko przygotowywane artykuły historyczne o Zielonce. Cieszyły się one popularnością i wzbudzały zaciekawienie wśród czytelników. Były to absolutne początki prac historycznych na temat Zielonki.
Pan Bronisław przyniósł swoje notatki z czasów wojny, a dokładniej z roku 1944. To był wstrząsający dokument, pierwsze takie osobiste źródło (jak się później okazało nie ostatnie), które mogłem zobaczyć. Czytając ten pisany na bieżąco od pierwszych dni września 1944 roku pamiętnik, czuło się atmosferę wydarzeń z ówczesnej Zielonki tak bardzo, że aż brały dreszcze.
Zapis tych kilku pierwszych dni ujrzał światło dzienne we wrześniowym numerze „GZ” i była to pierwsza publiczna prezentacja niezwykle bolesnego dla społeczności Zielonki wydarzenia – wypędzenia z 1944 roku. Ukazała się w pięćdziesięciolecie tych wydarzeń.

5 września 1944

… kilkutysięczna wówczas osada Zielonka opustoszała. Wśród tysięcy wypędzonych przez hitlerowców mieszkańców miasta była rodzina Pana Bronisława Włodarczaka. On miał 17 lat, jego najmłodszy brat 7 miesięcy. Tragiczne wydarzenia najstarsi bracia spisywali ołówkiem na bieżąco w podręcznym zeszycie. Z domu rodzice wzięli wózek dla najmłodszego dziecka, worek suchego chleba połamanego na kawałki, koc i coś pod głowę na noc. Dużo więcej nie dali rady unieść.
Tak rozpoczęła się wielomiesięczna tułaczka tej rodziny i wielu, wielu innych rodzin z Zielonki. Bronisław Włodarczak przeszedł przez obóz przejściowy w Pruszkowie i Wrocławiu. W Berlinie przymusowo został zatrudniony w kolejnictwie.
Mówił później, że największym szczęściem jego rodziny w tych okropnych czasach było to, że nie została nigdy rozdzielona.

Skrzypce i mandolina

Osiem miesięcy później Bronisław z ojcem wrócił do Zielonki, by sprawdzić, czy ich dom przetrwał wojnę. Z ukrytych pospiesznie przed wypędzeniem rzeczy znaleźli tylko skrzypce, mandolinę i album z rodzinnymi fotografiami. Resztę zabrali szabrownicy. Z rodzinnego domu przy ul. Krasińskiego zostały tylko mury.
Choć Wypędzenie 1944 to nie jedyne pole zaangażowania Pana Bronisława w życie Zielonki, to trzeba przyznać, że stało się ono jego znakiem rozpoznawczym. Wiele razy opowiadał o tych wydarzeniach mediom, jego zapiski znane są też w Muzeum Dulag 121 w Pruszkowie. Działał też w zielonkowskim Kole Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, angażował się w inne działania, upamiętniające historię i życie społeczne swojego miasta.
– Tych, którzy pamiętają, jest coraz mniej. Z mojej rodziny pozostałem tylko ja. Chciałbym, aby w Zielonce pamiętano o tamtym zdarzeniu – mówił w prasowej rozmowie w 2004 roku, gdy Zielonka szykowała się do odsłonięcia pamiątkowej tablicy w sześćdziesięciolecie wypędzenia. Tablica mieści się na skwerze Matki Teresy, w okolicach ośrodka zdrowia.
Dzięki pomocy i zaangażowaniu Pana Bronisława wydano dwie książki na temat tego tragicznego wydarzenia w historii miasta. Bronisław Włodarczak na trwałe wpisał się do dziejów Zielonki. A ślady jego działalności pozostaną na długo.



Grzegorz Dudzik