Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Wyzwanie na nadchodzącą kadencję – Wołomin jako hub komunikacyjny

Data: 14.06.2018 r., godz. 11.00   
Hub (ang.): termin z zakresu logistyki. Centralny punkt do zbierania, sortowania, przeładunku i dystrybucji dla danego obszaru.
Wśród zagadnień samorządowych można wymienić takie, które oprócz tego, że są problemem, są także szansą. Takim zagadnieniem jest Wołomin jako miejsce przesiadki pomiędzy różnymi środkami transportu. Przyjeżdżający do Wołomina samochodami z terenu miasta i pobliskich wsi chcieliby mieć możliwość ich zostawienia i przesiadki do pociągu. Dojeżdżający do Wołomina autobusami chcieliby mieć możliwość czekania na autobus w cywilizowanych warunkach. Najlepiej pod dachem z miejscami do siedzenia i darmowym wi-fi. Podobnie czekający na pociąg, choć tu problem jest mniejszy z powodu dużej częstotliwości odjazdów (to duża zaleta Wołomina, z której zdają sobie sprawę tylko ci, którzy okazjonalnie jeżdżą kolejkami podmiejskimi do innych miejscowości).

Parkuj i jedź

Jak to wygląda dziś? Przy stacji Wołomin Słoneczna funkcję parkingu „parkuj i jedź” pełni parking przy centrum handlowym. Przy stacji Wołomin „centrum” mamy dziki parking na miejscu dawnego Megasamu/Globi/Carrefoura. Kierowcy stoją także wzdłuż torów gdzie się da. Samorząd miejski chwalebnie wybudował dojazd z czymś na kształt pętli autobusowej i parkingu przy nowym przejściu podziemnym w przedłużeniu ulicy Laskowej. Gorzej, że z drugiej strony wyjście tego tunelu pozostało kompletnie niezagospodarowane, tak jakby przypadkiem akurat robotnicy wybili się spod torów w miejscu, którego nikt nie przewidział. Nie ma tu żadnego wyznaczonego, a przede wszystkim bezpiecznego przejścia przez ulicę, za to jest koniec długiej, prostej ulicy Żelaznej, biegnącej wzdłuż torów, po której kierowcom zdarza się nader często jechać nader szybko. Ulicą tą jeżdżą autobusy na „lotnisko” w końcu ulicy Żelaznej, dokładnie przecinając trasę, którą muszą pokonać piesi wychodząc z przejścia.
Jednocześnie zlikwidowano istniejące od czasów króla Świeczka przejście przez tory w przedłużeniu ulicy Kobyłkowskiej, przy dużym osiedlu mieszkaniowym. Z tej strony nie ma w ogóle wejścia na dworzec – trzeba się pofatygować przez całą długość peronu na ulicę Laskową. Naprawdę trudno zrozumieć, co kierowało projektantami takiego rozwiązania. Jeśli to z powodu „przepisów unijnych”, to jest to koronny dowód na to, że z UE trzeba jak najszybciej wyjść.
Oczekujący na autobusy czekają pod chmurką, hartując się zimą na mrozie i śniegu, latem na palącym słońcu. Nie ma poczekalni, ani wygodnych miejsc do siedzenia. Do tego wszystkiego dochodzi dojazd samochodowy do Wołomina. Z trasy S8 zjazdu brak, tak samo jak dojazdu do trasy. O trasie 634 nie ma co wspominać, bo to chyba problem, który rozwiąże dopiero powstanie nowych, np. lewitujących środków transportu, niewymagających dróg bitych.

Wyzwań co niemiara


Jak widać, jest masa problemów do rozwiązania, przede wszystkim z zakresu logistyki miejskiej. Jak rozwiązać problem dojazdu autobusów i przejścia dla pieszych? Gdzie powinna być poczekalnia autobusowa? Jak rozwiązać problem miejsc parkingowych? Wyzwań co niemiara, ale problemy to jednocześnie szanse. Rozwiązanie problemów i wykorzystanie szans może doprowadzić do tego, że centrum Wołomina stanie się miejscem żywym i odwiedzanym. Wybudowanie w centrum Wołomina, przy stacji PKP budynków jakiejś wspólnej autobusowo-kolejowej poczekalni może zmienić wizerunek tej części miasta.
Warto także pomyśleć o jakimś zagospodarowaniu najstarszego budynku w Wołominie, pochodzącego najprawdopodobniej z 1863 (ul. Żelazna), pamiętającego jeszcze Powstanie Styczniowe. Do dziś widać na nim znaki geodezyjne: jeden – z carskim orłem sprzed I wojny światowej i drugi sprzed II wojny – już z polskim orłem w koronie. Byłaby wielka szkoda, gdyby ten pomnik dawnego Wołomina podzielił losy wyburzonych kamienic czy spalonej willi „Danuta”.



Michał Janik