Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Sport narodowy

Data: 30.05.2018 r., godz. 11.00   
Stali czytelnicy „faktów.wwl” pewnie dobrze pamiętają, że ostatnimi czasy raczej korzystam z komunikacji miejskiej, a, o ironio, piszę felietony motoryzacyjne. Niemniej, gdy już wyjadę na drogę, uważnie obserwuję sytuację. Nieustannie naszym sportem narodowym jest jazda na złamanie karku. Doginanie.
Niedawno wybrałem się w małą trasę i przypomniałem sobie o tym, jak bardzo nienawidzę jeździć na drogach o dużym natężeniu ruchu. Ja wiem, że drogi w Polsce są, jakie są. Często trafiają się nieprzewidziane remonty, absurdalne ograniczenia, traktory lub samochody wielkości pudełka zapałek jadące 40 km/h i trzeba nadrabiać stracone minuty/godziny jazdy. Zastanawia mnie jednak, co siedzi w umyśle gościa siedzącego mi na zderzaku, gdy jadę poza terenem zabudowanym, na dość wyboistej drodze, z prędkością w okolicy stówki. Następnie gościu na złamanie karku redukuje swój rydwan i wyprzedza, aby po kolejnych kilkuset metrach zjechać na stację benzynową.
Ile sekund na tym zaoszczędził? Jaki jest sens wyprzedzania tuż przed zakrętem w środku lasu? Chciał mi pokazać, że jest szybszy? Prawdopodobnie tak, bowiem mój samochód szybciej stoi niż jedzie. Tylko nikogo to nie obchodzi. Nie wiem, jak bardzo chciałoby mi się siku, że byłbym zmuszony do wyprzedzania tuż przed ślepym zakrętem.

Wiozę się pomału

Już dawno temu uznałem, że nie muszę się spieszyć. Jadę sobie tyle, ile powinienem, a widok logo niemieckich bądź japońskich marek w lusterku wstecznym nie robi na mnie wrażenia. Jeśli doginacze chcą jechać szybciej, to niech sobie jadą. Ja nie mam problemu z tym, że jadę przepisowo.
To oni mają problem. Nie wiem niestety, kim są ci „oni”, ale wyczuję ich z daleka. Warczą, piszczą i pokazują zawalidrogom, jak się powinno jeździć, a po kilku minutach spotykamy się na tych samych światłach. Można przycisnąć na dobrej drodze, ale w mieście? Ja mam dla kogo żyć.

Krzyżyk przy drodze

Problem polega na tym, że wielu kierowców przecenia możliwości swoje i swoich samochodów. Pobocza są pełne krzyży, będących smutną pozostałością po tych, którzy jechali szybko, ale bezpiecznie. Każdemu z nas zdarzy się przegiąć, mnie też. Nie możemy jednak stracić pokory. Ciekawe jest to, że często trafiam na zwykłych kierowców, którzy określają się mianem dobrych. Rzadko jednak kierowcy rajdowi sami siebie nazywają dobrymi.
PS. Nie jestem kierowcą niedzielnym. Nie mam starej Skody i nie zakładam kapelusza z nutrii.



Kamil Gumienny
mieszkaniec Wołomina