Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Dwutygodnik, pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Szczera rozmowa o linii

Data: 09.05.2019 r., godz. 11.00   
Rozmowa z Tomaszem Godlewskim z Elfeko S.A., dyrektorem projektu pn. „Budowa dwutorowej linii elektroenergetycznej 400 kV Ostrołęka – Stanisławów”.
Elfeko S.A. zamierza wybudować nową linię 400 kV z Ostrołęki do Stanisławowa. Po co nam nowa linia, skoro z powodzeniem działa już linia 220 kV tej samej relacji?

– Nowa linia jest jednym z kluczowych projektów, którego celem jest poprawa zdolności przesyłowych sieci w północno-wschodniej oraz centralnej części Polski, w tym w obrębie aglomeracji warszawskiej. Właśnie na tych terenach zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie najszybciej, a także utrudniony jest dostęp do blisko położonych źródeł wytwórczych. Dla aglomeracji warszawskiej przewiduje się wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną o 3-4 procent rocznie, przy wskaźniku dla kraju na poziomie 1 procenta. Linia 220 kV to instalacja kilkudziesięcioletnia, przestarzała, i po prostu nie spełniłaby swojej roli.



Jeszcze nie rozpoczęto na dobre tej inwestycji, a już pojawiły się kłopoty…?

– Rzeczywiście, w gminie Strachówka zawiązała się grupa protestujących, którzy domagają się poprowadzenia jej jak najdalej od swojego miejsca zamieszkania. To dość częste zjawisko – każdy z nas chce korzystać z energii elektrycznej, ale już nie każdy chce mieć u siebie potrzebne do jej przesyłu instalacje. To tzw. syndrom NIMBY (ang. not in my backyard – nie na moim podwórku).

Postulaty protestujących są bezpodstawne?

– Rozumiemy ich niepokój. Tam, gdzie informacja jest niepełna lub jej brakuje, rodzą się wątpliwości. A z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia. Trasa linii nie została jeszcze ostatecznie określona. Dwa lata temu inwestor przeprowadził jedynie wstępne rozpoznanie w gminach, przedstawiając orientacyjne plany przebiegu linii łączącej Ostrołękę ze Stanisławowem. Były one podstawą do przeprowadzenia analiz, a nie do realizacji inwestycji. Niestety, ktoś błędnie uznał te koncepcje za finalny projekt i postanowił zaprotestować.

Dlaczego przez dwa lata nic się nie działo w sprawie linii?

– Z perspektywy postronnego obserwatora mogło to tak wyglądać. Jednak w tym czasie trwał przetarg i wybór wykonawcy inwestycji. Elfeko S.A. wspólnie ze SPIE Elbud Gdańsk S.A. i olsztyńską spółką Eltel Networks Energetyka S.A. we wrześniu 2018 r. podpisały umowę na budowę linii. Wcześniej nie mogliśmy rozpocząć rozmów z gminami. Przystąpiliśmy natomiast do inwentaryzacji przyrodniczej. To całoroczny proces, który dostarczy nam wiedzy na temat zasobów przyrodniczych, które należy chronić realizując inwestycję. Analizy środowiskowe zakończymy w III kwartale.

Wróćmy do protestu. Jak zareagowały władze Strachówki, gminy, w której mieszkańcy uczestniczą w proteście?

– Dla władz gmin to także trudna sytuacja. Z jednej strony muszą mierzyć się z niepokojami części mieszkańców, z drugiej zdają sobie sprawę jak potrzebna jest energia elektryczna dla rozwoju gminy. Dlatego też już na wczesnym etapie projektu staramy się dostarczać samorządowcom niezbędnych informacji, które pozwolą obiektywnie ocenić sytuację. Tak zrobiliśmy i tym razem. Spotkaliśmy się z wójtem i Radą Gminy i wyjaśniliśmy główne założenia inwestycji oraz aktualny stan prac. Spotkaliśmy się także z liderem protestu, aby wyjaśnić, że nie ma przeciw czemu protestować - nie ma jeszcze wytyczonej trasy linii.

Wyjaśnienia przyniosły spodziewany efekt?

– Wyjaśniliśmy przede wszystkim jak wygląda proces wytyczania trasy linii. Podkreśliliśmy, że priorytetem w tym względzie jest ominięcie skupisk zabudowy mieszkalnej oraz obszarów cennych pod względem przyrodniczym. Zapewniliśmy między innymi, że 500-letni dąb, o który tak martwią się protestujący, nie jest w żaden sposób zagrożony, gdyż linia go ominie. Powtórzyliśmy także deklarację, że trasa linii będzie konsultowana z władzami gmin i mieszkańcami. Osiągnęliśmy połowiczny sukces.

To znaczy?

– Jak na razie emocje ciągle biorą górę nad racjonalną argumentacją. Jednak protestujący nie sprzeciwiają się budowie linii w ogóle, uznają potrzebę takiej inwestycji. Domagają się jednak, aby zrealizować ją w torze istniejącej linii 220 kV.
W czym problem? Linia 220 kV istnieje od wielu lat – czy nie najłatwiej byłoby wybudować nową linie w miejscu starej?
– Niestety nie. Technicznie jest to nieakceptowalne, bo trzeba byłoby wyłączyć istniejącą linię na czas budowy, czyli na około 2 lata, i tym samym pozbawić region zasilania. Ponadto już dziś wiemy, że budowa linii w starym śladzie bądź w pobliżu istniejącej linii oznacza znacznie większe konsekwencje społeczne, niż w nowym. Nasi projektanci zbadali tę możliwość. Z analizy wynika, że linia 400 kV usytuowana w torze 220 kV wymagałaby wysiedlenia 60 domów mieszkalnych. W pasie technologicznym linii niemożliwy jest bowiem pobyt stały ze względu na obowiązujące przepisy. Sprawdziliśmy także możliwość poprowadzenia linii wzdłuż DK50. Efekty są podobne: poprowadzenie linii w pasie drogi po stronie zachodniej groziłoby wysiedleniem 88, a po wschodniej stronie – 56 domów mieszkalnych. Jako odpowiedzialny wykonawca chcemy tego uniknąć. Ryzyko to zauważyli też sołtysi położonych w tym miejscu miejscowości. Forsowana przez protestujących koncepcja linii oznaczałaby, że należałoby wysiedlić większość mieszkańców.

Co na to protestujący?

– Ta kwestia jest pomijana w ich postulatach. Zamiast tego pojawiają się zarzuty kwestionujące nasz profesjonalizm, o braku konsultacji społecznych, czy stosowaniu siłowych rozwiązań jak specustawa. Poza przekonywaniem do najbardziej racjonalnych rozwiązań musimy też dbać o nasz wizerunek i chronić go przed manipulacją i nieprawdziwymi oskarżeniami.
Elfeko naprawdę może poszczycić się doskonałymi rezultatami w budowaniu akceptacji społecznej dla inwestycji. Dwa lata temu zakończyliśmy inwestycję liniową na Mazowszu, w której udało nam się pozyskać w ugodowy sposób aż 95 proc. zgód właścicieli na posadowienie linii na ich nieruchomościach. A radni wszystkich gmin na trasie linii wpisali ją w swoje gminne plany miejscowe – i to jednogłośnie. To między innymi efekt rzetelnie przeprowadzonego procesu informacyjno-konsultacyjnego, w ramach którego odpowiadaliśmy na wszelkie pytania i wątpliwości mieszkańców dotyczące budowy linii. Tak samo zamierzamy działać w przypadku linii Ostrołęka – Stanisławów.

To kiedy zamierzacie zacząć konsultacje? Protestujący uważają, że trasa linii jest już ustalona, ale nie chcecie jej pokazać i dlatego zwlekacie z konsultacjami.

– To poważny zarzut, ale chybiony. Już teraz wyjaśniamy wątpliwości podczas spotkań z wójtami i burmistrzami gmin, a wkrótce zaczniemy spotykać się z mieszkańcami. Nie możemy jednak przyspieszyć konsultacji nad trasą linii, bo jeszcze nie mamy wszystkich danych, by wytyczyć jej optymalny przebieg. Tak jak deklarowaliśmy, konsultacje różnych koncepcji poprowadzenia linii chcielibyśmy zaprezentować samorządowcom i mieszkańcom na przełomie czerwca i lipca. Będziemy wtedy dysponować już wystarczającą ilością danych z inwentaryzacji przyrodniczej, aby wiedzieć, gdzie linii na pewno nie możemy zbudować ze względów środowiskowych. Bo – to trzeba podkreślić - istotny głos będą miały tu instytucje strzegące środowiska. Po konsultacjach będziemy dysponować już kompletem danych.

Ludzie obawiają się wpływu linii na zdrowie mieszkańców. Pojawiają się też sugestie, by chroniąc ludzi i ziemię przed oddziaływaniem linii zakopać ją w ziemi. Podobno tak się robi w krajach zachodniej Europy…

– Nikt nie odebrałby inwestycji, nikt nie zgodziłby się na włączenie jej do systemu, gdyby nie była zgodna z normami dotyczącymi ochrony przyrody i ochrony ludzi przed polem elektromagnetycznym. A trzeba powiedzieć, że polskie normy są jednymi z najbardziej rygorystycznych wśród państw europejskich, bardziej rygorystyczne niż w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii.
A co do skablowania linii, to nie stosuje się tej metody dla linii tak wysokich napięć. Groziłoby to wyłączeniem z upraw dużo większej powierzchni gruntów niż to jest w przypadku linii podwieszonej nad ziemią. Wyjątkami są tereny pod kanałami czy lotniskami, tam umieszcza się skablowaną instalację na odcinku kilkuset metrów.

Jak zmierza Pan uspokoić mieszkańców, co należałoby im powiedzieć, by nie ulegali emocjonalnym apelom?


– Rzetelne, potwierdzone badaniami naukowymi informacje, bronią się same. Naszym zadaniem jest dostarczenie takich informacji mieszkańcom. Linię będziemy budować zgodnie z prawem, w poszanowaniu sugestii władz gmin i mieszkańców, chroniąc środowisko naturalne. Zdajemy sobie sprawę, że argumenty te są mniej spektakularne niż emocjonalne hasła i kolorowe transparenty. Wierzymy jednak w szczerą rozmowę, racjonalną argumentację i zwykły ludzki rozsądek.