Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Dwutygodnik, pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Płonący rydwan

Data: 17.04.2019 r., godz. 11.00   
W poprzednim numerze opowiadałem o tym, jak to pewną japońską markę rdza chrupie głośno i wyraźnie. Tym razem na tapetę wezmę słynny „rydwan” zza Odry i jego palący problem. Znów posłużę się kryptonimem, bo kto ma wiedzieć, ten wie. A ja po sądach chodzić nie będę. Zawsze mogę powiedzieć, że to fikcja literacka!
Słowem wstępu – byłbym bardzo zdenerwowany, gdyby mój nowo zakupiony (czy też wzięty w leasing) samochód po prostu zjarał się w trakcie jazdy. Rzucałbym mięsem na lewo i prawo, biorąc zawsze poprawkę na to, aby słowa doleciały do dilera.
Nie mówimy bowiem o rydwanach pamiętających czasy, gdy prezydentem był Wałęsa. Mówimy o nowych samochodach, które w krótkim czasie od wyjechania z salonu spłonęły. Tak po prostu, bez wcześniejszych oznak. Bez klejenia instalacji elektrycznej, bez dodawania ledowych podświetleń w klamkach i bez subwooferów. Nadmienię, że samochody premium. Lub chcące za takie uchodzić.

A mówiłem, żeby gazować benzynę?

Problem dotyczy modeli wyposażonych w silnik wysokoprężny. Ponoć występuje tam jakiś problem, na którego zrozumienie jestem zbyt prostym człowiekiem, dotyczący glikolu, recyrkulacji spalin i EGR. Coś tam przecieka, coś tam zasysa i w efekcie samochód płonie. Producent rydwanów mówi o ekstremalnie rzadkich przypadkach, w sieci czytam zaś o 19 tysiącach samochodów w kraju narażonych na samozapłon. Niektórzy mówią, że globalnie problem dotyczy 1,6 mln aut.
Grubo, powiem Wam. Niemniej, producenta nie oskarżam o to, że sprzedaje bubel. Nie mam dowodów. Ale to jak w tym żarcie – niesmak pozostał. A tak w ogóle to ja nie lubię tej marki.

Chińczyk pokaże, jak się robi samochody

Powiem Wam, drodzy czytelnicy, że motoryzacja XXI wieku jeszcze może nas zaskoczyć, gdy na rynek wejdą Chińczycy. Tak, ci Chińczycy, którzy kojarzeni są obecnie głównie z tandetą. Z taką samą tandetą, z jaką 30 lat temu byli kojarzeni Japończycy i 15 lat temu Koreańczycy.
Produkowane dziś samochody z Dalekiego Wschodu nie tylko dogoniły, ale w wielu aspektach przegoniły konkurencję z Europy. Są tańsze, lepiej wyposażone, całkiem solidne i stosukowo niedrogie w eksploatacji. Bezpieczne też są, bo minęły czasy, w których łamiący się wpół tikacz przeszedł rodzime testy bezpieczeństwa metodą na ładne oczy.



Kamil Gumienny
mieszkaniec Wołomina