Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Dwutygodnik, pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Bóg przychodzi w prostocie i ubóstwie

Data: 20.12.2018 r., godz. 11.00   
Fragment rozmowy o świętowaniu Bożego Narodzenia z księdzem profesorem Waldemarem Chrostowskim, laureatem katolickiego „naukowego Nobla”.
W przygotowaniach do świąt otaczamy się wieloma rekwizytami towarzyszącymi Bożemu Narodzeniu. Jakie znaczenie dla współczesnego człowieka mają te wszystkie przedmioty i pamiątki?

Sądzę, że nadal ogromne. Od pewnego czasu mnożą się stereotypy i etykiety, które piętnują i odcinają się od tego, co nazywają chrześcijaństwem kulturowym. Ale tego rodzaju głosy są bardzo niebezpieczne gdyż – świadomie, bądź nie – rozrywają więź między wiarą a kulturą. Tymczasem ta więź była i jest bardzo potrzebna i ważna. Kultura zawsze pozostaje w dużej mierze nośnikiem wiary, a wiara znajduje liczne wyrazy w kulturze i ją wzbogaca, co widać w sztuce, muzyce czy architekturze. Nie powinno się rezygnować z bożonarodzeniowych rekwizytów, jakie mamy w kościołach, domach i miejscach użyteczności publicznej. Są zabezpieczeniem tradycji, która podtrzymywała wiarę naszych przodków i nadal zapewnia jej ciągłość i żywotność. Aczkolwiek trzeba rozróżniać między tym, co przynależy do istoty wiary, a tym, co stanowi jej kulturową, w naszym przypadku polską otoczkę, to przecież jedno drugiego nie wyklucza, a nawet wzajemnie się potrzebuje.



Należałoby raczej dążyć do gromadzenia elitarnych dzieł zbliżonych do kultury wysokiej czy nie obrażać się na tanie wyobrażenia wykonywane masowo?

Istnieje cienka granica między wyrażaniem wiary a jej banalizacją, wypaczaniem lub karykaturą. Tam, gdzie w oczywisty sposób mamy do czynienia z wypaczaniem, trzeba stanowczo się temu przeciwstawiać, odcinając się od prądów i nurtów, które usiłują podporządkować wiarę religijną doraźnym celom ekonomicznym czy szkodliwej ideologii. To samo dotyczy banalizacji wiary wtedy, gdy próbuje się ją ośmieszyć, obniżyć jej znaczenie bądź usunąć na daleki plan, pozostawiając jedynie ogołoconą z sensu i powierzchowną warstwę kulturową. Gdy chodzi o rekwizyty wypływające z wiary, z którymi mamy do czynienia w Polsce, często są one również narzędziem przekazywania i wyrażania wiary. Niektórym z nas mogą wydawać się proste i naiwne, ale pamiętajmy, że chrześcijanie są bardzo zróżnicowani. Nie wszystkich stać, zarówno ze względów ekonomicznych i społecznych, jak też kulturowych oraz innych uwarunkowań, jak wykształcenie i miejsce zamieszkania, na wysublimowane formy i sposoby przeżywania wiary oraz drogie rekwizyty związane z Bożym Narodzeniem. Potrzebna jest wyrozumiałość, a jej granice wyznacza stanowczość, która broni sedna tego, co najważniejsze, czyli orędzia Ewangelii przekazanego w narracji o narodzinach Jezusa w Betlejem.

Czyli dźwięki kolędy w markecie wcale nie muszą być banalizacją wiary?

Kolędy w markecie nie zmierzają do budowania wiary, w każdym razie nie taki jest ich główny cel. Stanowią oprawę dla wywołania przychylnego duchowego i kulturowego klimatu, w którym ludzie, także ci, którzy nie są mocno związani z Kościołem i wiarą, czynią zakupy. Nie można mieć tego za złe, bo to jest integralny element współczesnej kultury. Intencje tych, którzy decydują, że kolędy są prezentowane przy zakupach, wcale nie muszą być złe ani naganne. Kolędy w marketach sprzyjają bożonarodzeniowemu nastrojowi i mogą budzić pożyteczną refleksję. Klientom marketów, którzy nie mają związku z wiarą, mogą przypominać zapomniane treści, poruszać, przywoływać wspomnienia z dzieciństwa – wspomnienia rodziców, domu i wigilijnego stołu. Wspomnienia czegoś, co w krętej drodze życiowej uległo zapomnieniu, albo od czego się odeszło. Nie należy więc lekceważyć dobroczynnego oddziaływania kolęd wykonywanych w marketach. Nie jeden klient wraca do domu nie tylko z zakupami, lecz i myślą, że powinien coś w swoim życiu zmienić na lepsze.

(cała rozmowa w świątecznym wydaniu tyg. „Najwyższy CZAS!”)