Reklama

fakty.wwl - Gazeta Powiatowa

Gazeta Powiatu Wołomińskiego Dwutygodnik, pismo bezpłatne Wołomin, Kobyłka, Zielonka, Radzymin, Marki, Klembów, Ząbki. Tłuszcz, Dąbrówka, Strachówka, Poświętne, Jadów

Jesteś tutaj:

Główna treść strony

Szarlotka za 20 groszy

Data: 18.10.2018 r., godz. 11.00   
Ten tekst powstał pod wpływem żalu. I to żalu ogromnego, ponieważ żal dotyczy pracy, w pojęciu ogólnym. I żal będzie również dotyczył pracy szczególnej albowiem jest to praca, która zapewnia życie każdemu z nas. Co to za praca, albo raczej czyja ona jest? Tego się na pewno dowiecie.
Każdy z nas chodzi do sklepu. Każdy z nas je. I każdy z nas chodzi tam, gdzie nawet królowie chodzą piechotą, ba, papieże, prezydenci, sąsiadka spod 2 też chodzi tam z buta. Nie każdy (jeszcze) ma raka, czy inną chorobę cywilizacyjną. Nie oszukujmy się jeszcze ze 30 lat i już na pewno każdy z nas będzie na coś chory. Na co? Choroba jasna tylko raczy to wiedzieć! Dlaczego? To akurat wiemy. Bo jemy śmieci! Mięso klejone klejem do kapci. Warzywa lakierowane lakierem do aut. Mąkę pszenną z bambusa. I wiele innych ciekawych rzeczy. Dlaczego my to jemy? No tego to ja, kurczę, właśnie nie wiem. Albo i wiem, i nawet za chwilę Wy też się dowiecie.

Kilka pytań o warunki atmosferyczne

Czy wiecie w jakim klimacie żyjemy? Jeśli nie to informuję, że w klimacie strefy umiarkowanej ciepłej. Czasem słońce, czasem deszcz. Okres wegetacyjny trwa około 200 dni. Zdarzają się nam klęski żywiołowe, na przykład sąsiad, który kupiło nowe Volvo, albo jakaś inna susza. Czyli można powiedzieć, że u nas to od dawien dawna jest chu....chudo, ale stabilnie.



Nasza praca

W obecnych czasach panuje trend nazywany „rynkiem pracownika”. Panuje on z powodu dwóch przyczyn i w cale nie są to „Panie, nie ma komu robić” i „w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”. Tu następuje bardzo prosty skrót myślowy. Powodem numer jeden są wciąż (o zgrozo!) niskie zarobki i nie łudźcie się, że za granicą są one wyższe, bo nie są. Niestety (o zgrozo-2!) zasada wciąż panująca to „poluj, bo upolują Ciebie”, tak więc pracodawca płaci mało, bo i z czego ma płacić więcej. Przecież sami-wiecie-skąd sobie nie wyciągnie. Powód numer dwa jest o wiele, wiele gorszy… Nam się po prostu nie chce pracować. Szybko-łatwo-przyjemnie. Tak karze nam żyć ten świat. Nie masz najnowszego Mercedesa? Weź kredyt. Sąsiad ma tego Mercedesa? Tym bardziej weź kredyt. Nie wiesz jak rozwiązać problem w pracy? Ufff już za pięć szesnasta i idź do domu, niech inni się martwią. Wkurza Cię ta praca? Przecież możesz iść do pośredniaka. Nie szanujemy pracy, bo teraz nie jest ona w modzie. Teraz sztuką nie jest pracować i mieć, sztuką jest nie pracować i mieć. Gdzie nas to zaprowadzi? Nie wiem, ale coś czuję, że nie będzie się tam nam podobało…

Chlebem tej ziemi


Wszyscy lubią schabowe. Wszyscy lubią schabowe z kurczaka. Praktycznie każdy polski obiad składa się z ziemniaków lub makaronu pszenicznego. Większość uwielbia serniczek. A znam takich co za szarlotkę dali by się pokroić. I cóż za niebywała niespodzianka! Schabowy to się nie bierze z marketu tylko ze świni. Piersi z kurczaka nie biorą się z paczki tylko… z kurczaka. Ale marketowe jabłka to już na pewno nie do końca są z Polski. Sok z czarnej porzeczki to już nawet obok niej nie stał, a jeżeli stał to na pewno nie była to polska porzeczka. Jaja… Jaja to też już raczej nie polskie są. I teraz nasuwa się pytanie Dla-kurczę-czego? Albo raczej jakim cudem? W końcu w Polsce może i jesteśmy 100 lat za Niemcami w przypadku mechanizacji rolnictwa, ale wciąż jednak mamy wiele bardzo dobrych upraw. Polskich upraw. O które, ktoś dba. I może nie są to uprawy stu procentowo ekologiczne. Ale nie są, kurde, z jakiegoś Bangladeszu czy innych Chin. Nie jadą trzy miesiące, nie są sztucznie dojrzewane, nie są lakierowane, szczepiane, szpikowane chemią, czy produkowane w drukarce 3D.

Czas na trochę matematyki


Ja miałam z matmy mocne 3. Ale wciąż potrafię policzyć, że transport kosztuje, dużo. Potrafię też policzyć, że uprawa kosztuje, dużo. Potrafię też stwierdzić, że tablica Mendelejewa zaaplikowana do produktów spożywczych skutkuje raczkiem. I wiem, że jest ona aplikowana, bo weźmy na przykład jabłko – jabłko, które przy prawidłowym przechowywaniu wytrzyma może 2-3 miesiące (?), a to takie do nas przywożone to mam wrażenie, że poleży i 3 lata. I mój cały bulwers to się zaczął od niepozornego jabłka. Bo wiecie co? Ja dziś kupiłam 100 kilogramów (słownie: STO kilogramów) jabłek. I wiecie ile zapłaciłam? 20 złotych. Tu Janusze się cieszą. A mnie tu ściska w serduszku. Bo o takie jabłko to się ktoś troszczył od wiosny do jesieni. A potem oddaje je za darmo. 20 groszy za kilogram to jest za darmo. A na rynku kilo słabych jabłek kosztuje 2-3 złote. W markecie to już nawet 3-4 złote. I ja rozumiem, że doliczony transport, bajerancka naklejka z robalem w kropki, czy marża u handlarza. Żart jest tym śmieszniejszy, bo pojemnik do przetrzymywania 300 kilogramów jabłek kosztuje 500 złotych, a jabłka w nim zawarte 60 złotych. Ale serio? Na świecie są tylko TRZY rzeczy bez których NIE DA się żyć. Jest to tlen, woda i jedzenie. Rżniemy drzewa na potęgę. Sikamy do wody. I jemy zagraniczne śmieci, zapominając o naszym rolnictwie. Wiecie jaki jest czwarty etap? Umieramy. Powoli. Cywilizacyjnie. Globalnie. Światowo.

Chce się Pani zamienić?


Dziś byłam pod Łowiczem i tam jest trochę rolnictwa. Głównie są to uprawy warzywne, bądź sady. I mi to się mordeczka śmiała, jak widziałam te ogromniaste dynie, albo te całe naczepy marchwi i sady pełne jabłek. A potem to jak sobie tak wszystko przemyślałam i obejrzałam dokładnie to mnie aż normalnie zatkało. Marchew 0,6 zł/kg, dynia 1,8 zł/kg, ziemniaki 0.6 zł/kg, jabłka 0,2 zł/kg. I wszystko to są dobre ceny?! Wynik – nie opłaca się zbierać. Niech gnije na polu, pod drzewem. A ja w sklepie kupuję z plastiku i bulę, jak za zboże!
Polacy! Kim jesteśmy? Dokąd kopytkujemy? Jesteśmy robolami Europy. Jesteśmy uparci. Jesteśmy pracowici. A wiecie co jest najgorsze? Wciąż jesteśmy naiwni i dziecinni. Zachód /rząd/ /czarnoksiężnik z krainy Oz/ wstawcie sobie tu cokolwiek, macha nam swoimi ideami, jak fajną, nową zabawką, a my jak horda przedszkolaków kopiemy się po kostkach w nieustanych przepychankach. Czemu, czemu nie możemy w końcu zacząć myśleć za siebie. Czemu muszę słuchać, że w Niemczech to tak, w Anglii to śmiak, a we Francji to jeszcze inaczej. Powiem tak, jak mama mówiła mi (i coś czuję, że nie tylko mi) „co mnie interesują inni, Ty nie jesteś inni!”. Wiem, że w tym kraju to ciężko, że nie ma, że nie było, że nie będzie. Ale wiecie co? Wszystko zależy od ludzi. I nie, raczej nie chciałabym się zamienić na inny kraj. W końcu tu już niewiele mnie zaskoczy, a w innym kraju to nie wiadomo.

Dobre, bo od rolnika


Karma zawsze wraca. Każda. I ta w postaci czakry i ta w postaci jedzenia. Wielu z Was wie, że zawsze opisując swoje dania używam zwrotów „pomidory od sąsiada”, „jajka od sąsiadki” „mięsko z kozy” „zioła z ogródka”. Niektóry mieli też okazję porwać i popróbować moich porzeczek. Sama mam z nich sporo przetworów, więc wiem, że są dobre. I teraz pytanie – opłacało się? Wam, wydaje mi się, że tak. Mi wydaje się, że tak. Czyli wilk syty i owca cała. A rynek lokalny? Usatysfakcjonowany w 100 %. Dlaczego? Bo jedyne co kosztuje to POŚREDNICY pomiędzy plantatorem/hodowcą, a konsumentem! Uwierzcie mi, dla rolnika najważniejsze jest sprzedać, dopiero drugim punktem jest sprzedać dobrze (drogo). Lepiej kupić w markecie, czy lepiej pojechać 10 km dalej i kupić dobre, bo polskie od rolnika. A gumofilce? Teraz większość wieśniaków chodzi w garniturach…
Pamiętajcie jesteście tym co jecie…. Tlen, woda i żywność….. I z tą myślą Was zostawiam. I idę piec szarlotkę z niewymiarowych, ale najlepszych jabłek, jakie ostatnio jadłam, a w przyszłym tygodniu jadę po 600 kilogramów, niech nie gniją na ziemi, a i koniki się ucieszą.



Anastazja Iwanowska